niedziela, 10 czerwca 2018

drugie życie


Pisana teraz, byłaby zupełnie inna. A może nie powstałaby wcale? Wiele rzeczy, które były wtedy ważne, nowe, odkrywcze dziś wydają się tak naturalne, oczywiste, że prawdopodobnie nie wpadłabym na to, by o nich wspomnieć. Już wiem – czytałam takie książki – że można polec, sięgając po temat za wcześnie; wiem też, że można go przenosić i, pisząc z przesuniętej perspektywy, zgubić to, co może najistotniejsze, gorące.
Cieszę się, że napisałam Alkoholiczkę dokładnie w tamtym momencie życia i siebie. Po czterech latach widzę, że wciąż jest ważna.





piątek, 1 czerwca 2018

okładka

Spośród kilku – naprawdę graficznie smacznych – propozycji na okładkę drugiego wydania Alkoholiczki wygrała ta:

proj. Mile Widziane

Nie mogę się doczekać gotowej książki.

czwartek, 1 lutego 2018

pobudka


Nieświadomość prawdziwego Ja Carl Jung nazwał zalążkiem grzechu. Dla wielu z nas nieświadomość jest wygodna, ponieważ pozwala prześlizgnąć się przez życie bez konieczności podejmowania ciężkiej pracy nad własnym rozwojem. Ten mało wymagający styl życia, podobny do snu lunatyka, zamyka drogę do poznania prawdy o nas samych, przy czym człowiek, który rezygnuje z odpowiedzialności za własne decyzje i działania, staje się dla siebie największym wrogiem.
K.Hurley, T.Dobson, Enneagram w działaniu

środa, 21 września 2016

sad

Ostatni dzień lata. A ja chciałam pojechać do sadu. 
Latem. Słońcem. Ciepłym wiatrem. 
Sad rośnie 150 kilometrów od mojego teraz. 
Sad wciąż pachnie, choć zostało z niego mniej niż pół. 
Jabłka w nim niezwykłe, chrupiące, słodko-świeże, nie jadłam nigdy później, nigdzie indziej. 

Dlaczego nie pojechałam? Dlaczego wybrałam inne sprawy? 
Innych sprawy. 
Spokojnie, będzie następne lato. 
A jeśli nie będzie? Sadu albo mnie? 









czwartek, 28 lipca 2016

dumka


Andreas Krappweis/freeimages.com
Idę sobie spokojnie przez centrum, nie wadzę raczej nikomu, aż tu nagle… napada mnie staruszek, no, mocno starszy pan raczej. Nawet nie wie, że napada i że lekko potem mi nie będzie. Lekko pochylony, siwiutki, przed nim wózeczek, klasyczny, emerycki, stelażyk na kółkach, na zakupy, na bazarek; do wózeczka przymocowany głośnik, z głośnika dmucha ckliwo tak, że aż w zębach chrzęści. Mocno starszy pan ma i mikrofon, i smartfona, z którego puszczać będzie kolejne podkłady, co dopiero później zobaczę i zapamiętam, chyba jako linę ratunkową, rzuconą do mojej sadzawki słonej. Na razie do mikrofonu odśpiewuje z kartki pokreślonej ukraińskie dumki, romanse jakieś, a ja nie mogę wytrzymać i nic nie poradzę, choć spinam się w pośladkach i brzuchu, mięśnie prężę, usta rozciągam żabio, że niby taka twarda, że normalna, że nic takiego. Ale na nic spinanie, не питай мене, okulary ciemne na nic, чи любов мине, znów jestem kompletną wariatką, co ryczy przed starym, co to nie chce być tylko pudłem, не карай себе, co się jeszcze przydać chce, такою карою, pieniądze jakieś zarobić. Kto normalny by tak słuchał i tak szlochał beznadziejnie? 

*

Dlaczego oni mi to robią, czemu wypuszczają tych staruszków, powolnych, delikatnych, jak z babiego lata skołtunionego ugniecionych, w garniturkach wypolerowanych na błysk na łokciach i klapach, ale odprasowanych, trzy razy do roku zakładanych, w tym raz do pani urzędniczki, bo urząd, wiadomo, to nie byle co! Dlaczego mi to robi? Chciałabym się dowiedzieć, jeszcze zanim w kwiecistej sukienczynie powlokę się, ciągnąc mój wózeczek, stelażyk na kółkach załadowany nie-wiem-czym.

piątek, 10 czerwca 2016

świeże



Cieszę się prawie tak samo, jak za pierwszym razem.



Mika Dunin, Antyporadnik, Jak stracić męża, żonę i inne ważne osoby, Kraków 2016, Wydawnictwo WAM