czwartek, 15 stycznia 2015
poniedziałek, 12 stycznia 2015
małe radości dnia codziennego
Kocham język, czczę językoznawstwo. Przepadam za specjalistami z poczuciem humoru.
Czytelnikom Poradni chciałbym życzyć, aby z umiarem używali słów na k... i d..., a także na p... i ch... Język służy m.in. podkreślaniu, że mówiący należy do określonego środowiska, ale chyba trzeba cierpieć na jakiś rodzaj nerwicy, żeby czynić to w każdym zdaniu.
Fragment odpowiedzi prof. Mirosława Bańko (w ramach Poradni językowej) na pytanie dotyczące wulgaryzmów. Całość tutaj.
wtorek, 6 stycznia 2015
środa, 24 grudnia 2014
have yourself a merry little christmas
Na przekór zabieganiu, gonitwie, oczekiwaniom…
Po prostu - dobrych Świąt!
niedziela, 14 grudnia 2014
zła łatwizna
W tym życiu nic, co może być osiągnięte bez przezwyciężania samego siebie, nie jest tak naprawdę warte posiadania.
John Main, Ścieżka medytacji
Łatwiej by było zostawić suchy cytat. Nie mierzyć się z interpretacją. Nie musieć wyjaśniać, dlaczego właśnie to zdanie. Ale czy pożyteczniej?
Całe moje dotychczasowe życie potwierdza jego prawdziwość. Nawet jeśli dostawałam pewne okazje od losu w prezencie, nawet jeśli pewne drzwi stawały przede mną otworem, nawet jeśli nie musiałam ich wyważać, to przejście przez nie, przyjęcie daru, wymagało pracy. A praca dla mnie zawsze oznacza przekraczanie samej siebie. Nie wiem czy to dziedzictwo przodków, czy moje osobiste ograniczenie, ale wszelki wysiłek mnie przygnębia. I tak, niestety, mam. Ale na szczęście już potrafię – mimo ogromnej niechęci – owo przygnębienie odłożyć na bok i wziąć się do pracy. Coraz częściej traktuję ją jako inwestycję, i to pomaga. Niekiedy nawet daje satysfakcję.
czwartek, 4 grudnia 2014
grunt to odpowiedni dział
Opowieść znajomego księgarza o Folwarku zwierzęcym Orwella, wepchniętym przez praktykantkę na półkę z książkami o hodowli zwierząt gospodarskich pamiętam dość dobrze, szczególnie, że powielała historyjkę, którą dyrektor mojego liceum miał zwyczaj zdobywać sympatię klas pierwszych, rocznik po roczniku zresztą. To musiała być w końcówce PRL-u dość popularna anegdota. Bawiła mnie wtedy niepomiernie. Głównie dlatego, że lekturę miałam już zaliczoną i nie musiałam się głupawo uśmiechać, że niby wiem, o co chodzi, a tak naprawdę nie wiem, i o rany, czy oni się aby nie domyślą. Przypomniała mi się, gdy dostałam cynk – cenię w ludziach tego rodzaju dobroduszną czujność na absurdy albo i zwykłe lapsusy (korzystając z okazji, pozdrawiam czujnego czytelnika, któremu się chciało) – że jedna z bibliotek umieściła Alkoholiczkę w higienicznym dziale.
Po uważnym przemyśleniu sprawy nie mam nic przeciwko temu. Właściwie mogę przyznać takiej lokalizacji rację.
I dzięki temu nowemu spojrzeniu pomyśleć o wydaniu drugim, poprawionym.
piątek, 21 listopada 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)

